"Nietypowe" uzależnienie - gdy sukces przeplata się z cierpieniem

person Autor: Administrator comment Comment: 0 favorite Odsłon: 223

Specjalista:   Sławek Czarnecki

Poniższy dziennik to poniekąd fabularyzowane wspomnienia. Osoba opowiadająca o swoim nałogu nie jest prawdziwa. Niemniej treść pochodzi z doświadczeń wielu ludzi i bazuje na autentycznych sytuacjach

Dzień 1

Żona suszy mi głowę, a syn jest smutny. Miałem zawieźć go po szkole do lekarza, ale o tym zapomniałem. Nie mógł się do mnie dodzwonić i czekał trzy godziny zanim żona przyjechała, Zdarza się. Ok, dobra, przyznaję - czas od rana przeznaczyłem na mój nałóg. Ale pamiętałem o wizycie syna. Miałem oddać uzależnieniu godzinę, góra dwie.Tylko trochę wpadłem w cug i z rana zrobił się wieczór… Dobra tam - kupię mu nową grę na PlayStation i będzie w porządku. Albo na Xboxa. W sumie nawet nie pamiętam jaką ma konsolę. I właściwie jaką grę kupić? Co on lubi? Nie wiem, rzadko rozmawiamy. Kupię mu trzy różne, któraś mu się spodoba. W coś ostatnio graliśmy. Chyba w Fifę. Jakoś tak zaraz po premierze. Która to była część? FIFA 19? Może 18… 

Dzień 2

Impreza rodzinna. Znowu. Żona jak zwykle zakombinowała i o czymkolwiek, od czego jestem uzależniony mogę zapomnieć. Siedzę, przebieram nogami i czekam. Odliczam minuty, aż to nudne spotkanie wreszcie się skończy i będą mógł robić to, co najbardziej lubię. Na szczęście w domu czeka na mnie mój nałóg. Żona oczywiście będzie przedłużać… A niech przedłuża - później zacznę, dłużej posiedzę

Dzień 3

Nie mogę przestać myśleć o moim uzależnieniu. Siedzę i oglądam szkolne przedstawienie córki. I w sumie żal mi czasu, który na to poświęcam. Mógłbym przeznaczyć go na mój nałóg. W dodatku potem mamy jechać na rodzinną kolację. Żona już powiedziała, że danie im karty i zmycie się nie przejdzie. Ona i te jej fanaberie… Dobra! Mam! Pojedziemy do tej restauracji w starej wieży na obrzeżach miasta. Córce się podobała, więc żona tym bardziej się odczepi. A kolega mówił mi, że w tym miesiącu mają czynne do 19-tej. Przed 20-stą będę już z moim nałogiem!

Dzień 4

Dziś po południu mam spotkanie absolwentów mojego kierunku. Z jednej strony fajnie będzie zobaczyć starych znajomych, dowiedzieć się co u nich. Opowiedzieć co u mnie. Tylko, że przeciągnie się pewnie do późnego wieczora. Najpierw jakiś obiad w restauracji, potem pewnie jakiś pub czy klub. Godziny, które mógłbym oddać uzależnieniu. Może pójdę na chwilę i potem wymówię się, pilnym telefonem od żony czy dzieci. No tak zrobię, żeby całkiem nie tracić kontaktu ze znajomymi.

Edit: Nałóg wygrał. Pół godziny przed spotkaniem napisałem na grupowym czacie, że złapało mnie zatrucie i muszę zostać w domu. Cały wieczór, aż po późną noc spędzę z moim uzależnieniem. Żonie oczywiście powiedziałem, że to kilku innym osobom tak nagle coś wypadło i spotkanie jest przełożone na za tydzień. Hmmm... Nawet tego nie planowałem. Ale widzę, że dobrze to ułożyłem. Za tydzień powiem, że idę na spotkanie i znowu będę mieć całe popołudnie na swój nałóg. Tylko będę musiał gdzieś się "schować". Może w biurze po godzinach, gdy inni już wyjdą...

Dzień 5

Jest wieczór, a ja nie mam nic z tego, od czego jestem uzależniony. Przeszukałem cały dom. Nawet rzeczy zostawioncyh “na czarną godzinę” już nie mam. Jest za późno, żeby do kogoś dzwonić i coś zorganizować. Nie wiem, co mam robić! Żona to widzi i mówi, że skoro i tak nie mam swojego nałogu, to może spędzimy ten wieczór razem. W weekend może pojedziemy gdzieś z dzieciakami. Jak ona mnie denerwuje…

Dalej szukam i jestem coraz bardziej spanikowany! A jeśli naprawde nie zdołam nic…Jest! Mam! Znalazłem w torbie to, od czego jestem uzależniony. Co prawda nie moje i w poniedziałek mam dać komuś, ale… kij tam. Ważne, że mam - noc jest moja! Co tam noc, tego starczy na cały weekend!

Odpalam laptopa i biorę się za projekt Pawła, kolegi z pracy. Strasznie się wkurzy, bo miał skończyć go sam i dostać premię, ale co mnie to teraz obchodzi. Ważne, że mogę oddać się mojemu nałogowi

No właśnie! Cały czas mówią, że jestem uzależniony, ale ciągle nie powiedziałem od czego. Nie piję alkoholu, nie biorę narkotyków, nie uprawiam hazardu. Pracuję. Ciągle pracuję. Kolejne projekty i zadania, kolejne inicjatywy, które rozpoczynam i w które się angażuje. Nie poświęcam czasu rodzinie i przyjaciołom, nie odpoczywam inaczej niż podczas snu. Nawet swoje pasje sformalizowałem na tyle, że od aktywności w ich obszarze również się uzależniłem. I w każdym z tych obszarów odnoszę sukcesy... 

Gdybyście mnie spotkali pewnie uznalibyście za wzorowego członka społeczności. Może nawet dalibyście za przykład swoim dzieciom. Gdybyście zobaczyli mnie w największych ciągach możliwe, że poczulibyście nawet zazdrość. Kolejne zrealizowane projekty, kolejne wykonane zadania. Człowiek sukcesu

A wiecie jaka jest prawda? Taka, że za każdym razem, gdy czuję kłucie za mostkiem, mam nadzieję, że to w końcu zawał. Że serce właśnie nie wytrzymuje kolejnej nocy i kolejnego weekendu oddanych w całości nałogowi. Że ten ciąg, okaże się już ostatni i układ krążenia wreszcie zakończy to, z czym ja nie potrafię się uporać


W Polsce praktycznie nie istnieje pomoc trapeutyczna dla osób uzależnionych od pracy. Większość facebookowych grup dla pracoholików jest nieaktywna od lat. Terapeuci uzależnień rzadko się specjalizują się właśnie w pracoholizmie.

A problem jest niezwykle poważny. Sprzyja mu powszechny kult sukcesu, “kultura zap****olu” i etos “self-made-menów/womenek”. Komplikuje go też fakt, że zaangażowanie, energiczność i pracowitość uznajemy za bardzo pozytywne cechy. Sama ciężka praca również jest drogą do realizowania swoich celów. W takiej sytuacji czasem trudno zachować balans i równowagę.

Nieco “filozoficznie” można dostrzec pewne podobieństwo do pracoholizmu i anoreksji. Owszem, w różnych częściach świata bywa różnie, ale popatrzmy tylko na naszą. Żyjemy w czasach, w których codziennie wyrzucamy tysiące ton żywności. A mimo to jest choroba, która potrafi doprowadzić nawet do tego, że ludzie umierają z powodu wygłodzenia. To anoreksja

Żyjemy w czasach, w których dzięki rozwojowi technologii możemy pracować ok 40 godzin w tygodniu i żyć na dobrym poziomie. A mimo to jest choroba, która potrafi doprowadzić nawet do tego, że ludzie umierają z powodu nadmiaru pracy. To pracoholizm

Który, jak wszystkie uzależnienia, jest chorobą. Bez zrozumienia i zaakceptowania, że to już nie osoba uzależniona od pracy kontroluje swoje życie, ale robi to właśnie jej nałóg, nie ma nawet co myśleć o wyleczeniu. A może być to o tyle trudne, że pracoholicy doskonale “kontrolują” swoje życie. W przypadku uzależnieniem od alkoholu, narkotyków lub innej substancji psychoaktywnej sytuacja wygląda inaczej. Podobnie przy większości uzależnień behawioralnych - seksoholizmu czy uzależnienia od hazardu

To oczywiście spore wyolbrzymienie, ale jeśli przegramy w karty dom, kolejny skok w bok doprowadzi do rozwodu, za jazdę po alkoholu stracimy prawo jazdy albo z powodu narkotyków zawalimy wszystkie obowiązki to wiemy, że “mamy problem”. Ale jeśli właśnie dostaliśmy awans, po godzinach rozwijamy się jako freelancerzy albo wręcz zakładamy własną działalność, “w wolnych chwilach” prowadzimy stowarzyszenie, a “dla rozrywki” robimy podyplomówkę, to gdzie ten problem?

Osobie uzależnionej od pracy może być trudno zrozumieć, że tkwi w nagłogu nałóg, również z powodu społecznego odbioru i reakcji otoczenia. Wiedząc, że ktoś z naszych bliskich czy nawet znajomych nadużywa jakiejś substancji czy nadmiarowo gra w gry hazardowe sami ocenimy to jako problematyczne. Prawdopodobnie będziemy wpływać na tą osobę. Żeby dostrzegła problem i/lub spróbowała jakoś nad nim pracować. Ale widząc osobę odnoszącą sukcesy zawodowe prawdopodobnie nawet nie dostrzeżemy w tym trudności. Nie mówiąc już o próbach interwencji. Raczej będziemy doceniać pracowitość i energiczność kogoś takiego. Choć zabrzmi to “ostro”, to pamiętajmy, że

chwalenie pracoholika za osiągnięcia zawodowe jest nieco podobne do mówienia alkoholikowi, że po pijanemu staje się duszą towarzystwa. I jedno, i drugie mało pomaga w powrocie do zdrowia

Do którego pierwszym krokiem jest uznanie, że pracoholizm to nie pracowitość, a poważna choroba. Choroba, nad którą chory nie ma kontroli. Ale którą można pokonać.

Należy zacząć od dostrzeżenia mechanizmów, które kierują tym uzależnieniem, i poznać techniki, które zatrzymają jego narastanie. Wtedy można przyjrzeć się emocjom i potrzebom, które doprowadziły do jego powstania i rozwoju. Jednak taką pracę trudno wykonać samodzielnie. Wsparcie i pomoc profesjonalistów może okazać się niezbędna

Jeśli ten problem dotyka Was lub Waszych najbliższych pamiętajcie, że nie musicie być z nim sami. Terapeuci Przystani ułatwią zmierzenie się z nim i znalezienie drogi do zdrowia. Również prowadzona przez Fundację onlinowa grupa wsparcia jest bezpiecznym miejscem, w którym możecie podzielić się tym, co przeżywacie

Każde uzależnienie jest źródłem cierpienia. Ale każde można przezwyciężyć

Autor: Sławek Czarnecki

Umów się na wizytę online

bannerMiddle2.jpg

Niedziela Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Styczeń Luty Marzec Kwiecień Maj Czerwiec Lipiec Sierpień Wrzesień Październik Listopad Grudzień

Rejestrowanie nowego konta

Masz już konto?
Zaloguj się Lub Resetuj hasło