Mindfulness czyli tu i teraz

person Autor: Administrator comment Comment: 0 favorite Odsłon: 564

Mindfulness – tzn. tu i teraz

W okresie 21 dni wykonywałam ćwiczenia :

7 dni – skanowanie ciała,

7 dni – medytację uważnego oddechu,

7 dni – uważną jogę.

W dzisiejszych czasach, kiedy tak dużo uwagi poświęcamy tematom związanym z własnym rozwojem, rozwojem naszych pasji i umiejętności, bardzo łatwo o zagubienie się. To zagubienie dotyczy spraw dla nas fundamentalnych, dlatego warto czasem się zatrzymać, zwolnić tempo i popatrzeć, czy czasem nas to nie dotyczy.

Do takiego zwolnienia doszło w czasie wykonywania w/w ćwiczeń.

Każdego dnia przed pójściem spać, skanowałam swoje ciało, przez pierwsze 3 dni kończyło się na „zobaczeniu” swoich dwóch palców od prawej stopy, kiedy zasypiałam?, nie wiem, odpływałam w objęcia Morfeusza, bez zbędnej zwłoki. W związku z powyższym zamieniłam ćwiczenie na godziny popołudniowe, kiedy jeszcze nie byłam, aż tak bardzo zmęczona, aby wykonać je w całości. Skanowanie przebiegało, już bez zakłóceń.

Przez następne 7 dni wykonywałam ćwiczenia oddechowe, wyznaczyłam sobie czas i miejsce, w którym mogłam bez zakłóceń „pooddychać” tym samym- zatrzymać się w pędzie jaki sobie narzuciłam przez ostatnie lata.

Najważniejsze co „pojawiło” się po takim ćwiczeniu to pełna relaksacja, wyciszenie, i chęć do ponownej pracy, ale już bez zbędnych emocji.

Ostanie 7 dni miało być przeznaczone na medytacje- niestety ja tego nie umiem, nie potrafię medytować wg zasad, postanowiłam zatem kontynuować ćwiczenia oddechowe w jakich miałam najlepsze rezultaty, w wyciszeniu, a zarazem odpoczynku psychicznym.

Jak te ćwiczenia wpłynęły na moje życie? Postaram się opisać, nie mniej jednak odniosę się tez i do swojej przeszłości, gdyż proces uważności rozpoczęłam już czas jakiś temu. Zmusił mnie do tego mój organizm, który regularnie przez 3 lata, na początku lipca przez 3 dni „fundował” mi bezustanną gorączkę powyżej 40 stopni, wyłączając mnie z codziennego funkcjonowania. Mimo kontroli lekarzy-niczego u mnie nie stwierdzono, żadnej infekcji czy innych zaburzeń fizjologicznych, po 3 dniach wstawałam z łózka bez cienia gorączki zdolna do dalszej pracy. Po 3-cim roku identycznej sytuacji, usłyszałam od neurologa diagnozę, cyt. „chroniczne przemęczenie” nie odpoczywa pani, a organizm to nie ‚perpetuam mobile”, jak nie chce pani odpocząć sama, znalazł mechanizm, który zmusił do odpoczynku.

Miał pełną rację, faktycznie traktowałam siebie niezbyt przyjaźnie, żyłam szybko, wiele czynności wykonywałam w biegu, próbowałam prześcignąć sama siebie i ciągle porównywałam się z innymi.

Stawiałam sobie poprzeczkę bardzo wysoko i nigdy nie byłam w pełni zadowolona z rezultatów mojej pracy. Perfekcjonizm mnie wyniszczał. Niszczył też moją spontaniczność, wszystko musiało być zaplanowane, każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok.

Miałam listę celów na najbliższe kilka lat. Tak bardzo skupiałam się na swoich planach, że umykało mi to, co działo się najbliżej mnie. Kontakt z rodziną był zdawkowy, nie zauważałam piękna świata, nie słuchałam swojego ciała, a moja „duchowość” jeśli mogę w ogóle o niej mówić, praktycznie nie istniała. W końcu musiało przyjść „trzęsienie ziemi” gorączka, zmęczenie, przygnębienie, brak wiary we własne siły. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, co robię nie tak?

Dlaczego mimo sukcesów, nie jestem szczęśliwa? Dlaczego mam obniżona samoocenę? Co tak naprawdę jest mi potrzebne do życia? W związku z tymi pytaniami postanowiłam pomalutku, krok po kroku zmieniać swoje życie, wyznaczyłam sobie zasadę – Jem małą łyżeczką, wtedy poczuję smak i konsystencję wszystkiego co dotykam. Odkładam „chochle” bo nią się jedynie zadławiłam, szkodząc sobie i też innym.

Zostawiam przeszłość i przyszłość, jestem tu i teraz

Najtrudniej było zostawić przeszłość za sobą i nie myśleć o dalekiej przyszłości.

Cały czas próbuję nauczyć się być tu i teraz. Co wcale dla mnie nie jest to proste.

Po latach kiepskich nawyków, analizowania każdej najdrobniejszej decyzji, przełączenie się na tryb teraźniejszości był praktycznie nieosiągalny.

Chciałam nauczyć się żyć chwilą, by nie umykały mi codzienne cuda. Nim się obejrzałam, byłam starsza o 10 lat. Dekada, z której najbardziej pamiętam porażki.

A gdzie sukcesy, których w tym czasie było naprawdę dużo, gdzie ludzie, małe

i większe przyjemności?

Dziś ze wszystkich sił staram się zauważać swoje sukcesy, nawet te najdrobniejsze. Chcę wyciągnąć z każdej chwili dla siebie coś dobrego. Docenić to, co mam i być wdzięczną za wszystko co mnie spotyka, nawet jeśli coś nie jest do końca po mojej myśli.

W tym również zdecydowanie pomoże mi świadome oddychanie i przeznaczenie na nie każdego dnia kilku minut.

Zwolniłam

Zatrzymanie się jest czasami jedynym sposobem, by przewartościować swoje życie. Zastanowić się nad naszymi priorytetami i tym, czego tak naprawdę chcemy.

Pod natłokiem zajęć, zagłuszałam swoje prawdziwe potrzeby i pragnienia. Najważniejsza dla mnie jest rodzina. Ale czasami terminarz wypełniony po brzegi nie pozwalał mi poświęcić jej tyle czasu ile bym chciała.

Uświadomienie sobie moich priorytetów było pierwszym krokiem na drodze do zmian. Nie muszę przecież, od razu rzucać pracy i dodatkowych zajęć, ale mogę ograniczyć czynności, które zarówno nie przybliżają mnie do osiągnięcia sukcesu, jak i nie pozwalają realizować pasji i znajdować czasu dla bliskich.

Wyznaczyłam sobie granice pracy każdego dnia. I owszem są dni, kiedy nie mogę wszystkiego odłożyć, ale dzięki umiejętności rezygnacji i nauce podejmowania dobrych decyzji, coraz częściej mam czas na to, co dla mnie najważniejsze, ( na rodzinę i moje pasje)

Mniej rzeczy

Podczas skanowania ciała, miałam wrażenie, że właściwie jest ono takie samo od kilku lat niezmienne, i tu się „zdziwiłam” zmieniło się w jednym miejscu na korzyść w innym nie. Dotarło do mnie,ze półka z ciuszkami ” zaraz schudnę” leży od 3-ch lat i nie jest używana, po co w takim razie trzymam tam je? .

Mindfulness to jak dla mnie również i odrzucenie nadmiernej konsumpcji i umiejętność odmawiania sobie niektórych rzeczy, które tak na prawdę do niczego mi nie służą oprócz jednej funkcji jaką maja pełnić, czyli do sztucznego zaspokojenia mojego ośrodka przyjemności.

Dlatego też wszystkie zalegające w szafach ubrania, bibeloty itd, itd, znalazły miejsce na śmietniku, bądź też, zasiliły kontenery PCK.

Mniej ubrań, kosmetyków( bez sensu mam 4 opakowania praktycznie rzecz biorąc tego samego kremu, jedynie z 4 rożnych firm kosmetycznych), książek, dodatków do mieszkania itd.

Wiele z nich jest mi zupełnie niepotrzebnych. Doszłam do wniosku,ze jedynie zabierają one czas i pieniądze, jednocześnie przytłaczają, kiedy po raz kolejny zamiast zająć się sobą czy rodziną, odkurzam czy układam je w szafach.

W ich miejsce wolę zainwestować w lepsze relacje z bliskimi, obcowanie z kulturą i sztuką, pasje, podróże czy co tam mi się zamarzy.

Więcej czasu offline

Nie dziwią już nikogo ludzie, którzy rozmawiają poprzez komunikatory w smartfonach. Nie dziwią nas ludzie, którzy na konferencjach, w kinie, na koncercie wyjmują telefon, by zdać relację z wydarzenia. Nie dziwią nas bliscy, którzy zamiast z nami rozmawiać, patrzą w ekran komórki, albo osoby robiące zdjęcia jedzenia w restauracji. Sama do nich należę. Tłumaczę sobie, że taki jest mój zawód.

Zadałam sobie pytanie czy rzeczywiście mam obowiązek tyle czasu spędzać na platformie? Czy nie lepiej spotkać się na kawie i porozmawiać z kimś twarzą w twarz, uścisnąć dłoń, spojrzeć w oczy? O niebo lepiej, dlatego zainspirowałam męża na wyjazd do Brugii na początku czerwca, gdzie czekają na nas przyjaciele i znajomi, z którymi umawiamy się na spotkanie od wielu lat. Hotele już mamy zarezerwowane, środki płatnicze przygotowane, przyjaciele zawiadomieni, dzwonią praktycznie każdego dnia z informacją jakie atrakcje dla nas już przygotowali, jednocześnie pytając czy czasami się nie rozmyśliliśmy. Nie nie rozmyślimy się, jedziemy i będziemy cieszyć się tym spotkaniem. A mąż entuzjastycznie podszedł do mojego pomysłu, okazało się ,ze nawet nie trzeba go namawiać.

Życie wirtualne nigdy nie da nam tego, co możemy otrzymać w świecie rzeczywistym. Nie da nam miłości i bliskości, której też tak bardzo potrzebujemy.

Mniej zajętości

Czasami miałam wrażenie, że to wstyd przyznać się, nawet przed samym sobą, że spędzam czas na nic nierobieniu, albo poświęcam go wyłącznie sobie.

Nie chciałam być posądzona o egoizm, czy ignorowanie potrzeb najbliższych.

Dzisiaj wiem, że mam pełne prawo do odpoczynku. Przepracowana szybciej łapię różne infekcje, częściej i doświadczam spadków nastroju, albo dostaje wysokiej gorączki, która wyłącza mnie z codziennego funkcjonowania.

Potrzebuje odpoczynku tak samo jak wody i tlenu. Po okresie wzmożonej pracy już z pełną akceptacją pozwalam sobie na okres wyciszenia, inaczej intensywny tryb życia, który przez długi czas nie rekompensuję wypoczynkiem, odbija się na moim zdrowiu.

Już nie postrzegam się jako leniucha, ale jako osobę, która dla własnego bezpieczeństwa i zdrowia psychicznego winna oddać się zasłużonemu relaksowi.

Nauka odpoczywania nigdy nie przychodziła mi łatwo. Jeszcze kilka la temu, każdy wyjazd wiązał się z moim dużym stresem. Zanim na dobre poczułam się zrelaksowana trzeba było już wracać do domu i pracy. Wg mnie działo się tak dlatego, że byłam wyrwana z rytmu pracy, nie odpoczywałam w domu, nie umiałam odciąć się od obowiązków.

Od momentu kiedy zaczęłam od drobnych przerw w pracy np. na drugie śniadanie zjedzone w spokoju, a nie w biegu między jednym telefonem, a drugim, mam czas na krótki spacer, wprowadziłam wolne wieczory, zaczęłam częściej spotykać się z ludźmi, a na wyjazdy nie zabieram laptopa, (co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia), higiena pracy stała się równie ważna jak higiena odpoczynku.

Mindfulness to dla mnie życie w zgodzie ze sobą, pozbywanie się nadmiaru w różnych dziedzinach życia i czerpanie radości z drobnych sukcesów.

To podejście pełne uważności, bez snucia scenariuszy w stosunku do siebie i drugiego człowieka, bo żeby naprawdę nauczyć się zauważać innych należy na początek zauważyć siebie.

Wypisałam kilka rzeczy, które są moimi postanowieniami jakie zrobiłam sama sobie, a które pozwolą mi zmienić nawyki, i utrwalić te już zdobyte wcześniej:

  1. Niewłączanie telewizora, chyba, że siadam w celu obejrzenia konkretnego programu czy filmu.

  2. Wyrabianie nawyku odmawiania krótkiej afirmacji za każdym razem, kiedy zaczynam jazdę samochodem i kiedy ją kończę.

  3. Niesięganie po telefon, kiedy stoję na światłach lub w kolejce do kasy sklepowej.

  4. Znajdowanie w każdym dniu 30 min na to, by poczytać spokojnie książkę lub zwyczajnie się zrelaksować.

  5. Przychodzenie na zajęcia do studentów z kilkuminutowym wyprzedzeniem i spędzanie tego czasu na spokojnym przygotowaniu się do zajęć, (bez zbędnego pospiechu, jak to miało miejsce do tej pory).

  6. Znalezienie każdego roku czasu na „pobycie samej ze sobą”, czasami jest to jeden dzień, ale dzień , w którym będę mogła pomyśleć tylko o sobie, pobyć ze sobą tak na prawdę.

Zastosowanie, na wstępie wymienionego treningu mimo, iż na początku wydawał mi się niezwykle nudny, uświadomiło mi,ze pozwolił on dać mi jeszcze większą przestrzeń na siebie jak i sposobność na skupienie uwagi i docenienie życia, jakie mam obecnie.

Lidia Jaroch

Niedziela Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Styczeń Luty Marzec Kwiecień Maj Czerwiec Lipiec Sierpień Wrzesień Październik Listopad Grudzień

Rejestrowanie nowego konta

Masz już konto?
Zaloguj się Lub Resetuj hasło