Różany ogród

person Autor: Administrator comment Comment: 0 favorite Odsłon: 92

RÓŻANY OGRÓD

Za górami, za lasami, w odległej krainie zwanej Duszlandią żyła sobie, wśród wielu innych Wróżek, tajemnicza Wróżka o imieniu Duszka. W tej krainie istnienie Wróżek nie było niczym nadzwyczajnym, mieszkały one wśród ludzi, żyły z nimi na co dzień, dzieliły z nimi ich troski i ich radości. Wróżki były bardzo cenione, ponieważ pomagały ludziom w rozwiązywaniu ich problemów: i tych małych, i tych większych, i tych związanych z chorobami ciała, i tych związanych z chorobami duszy. Wróżki do tego celu używały różnych, przygotowanych przez siebie zaklęć, eliksirów i mieszanek ziół, były one balsamem dla duszy: na jej troski, rozterki, czasem na smutki a czasem łagodziły ból po rozstaniach, a także dla ciała: pomagały na przeziębienia, gorączki, złamania, przyspieszały gojenie się ran, uzdrawiały chore organy ciała.

Wróżka Duszka do swojej pracy oprócz zaklęć, eliksirów i mieszanek ziół wykorzystywała również inną metodę leczenia, a mianowicie obdarowywała potrzebujących ludzi przepięknymi gatunkami róż, które hodowała w swoim ogrodzie. Róże miały większą skuteczność leczenia niż eliksiry i zioła. Każda z odmian miała inne przeznaczenie. Wśród odmian były gatunki, które leczyły: uzależnienia, depresje i lęki, fobie, samotność, niskie poczucie własnej wartości itp. Wróżka Duszka była sławna w swojej profesji mówiło się o niej, że jest w stanie uleczyć przypadki trudne do wyleczenia, które dla innych Wróżek były nie do uleczenia. Każdy kto zgłaszał się po pomoc do Wróżki Duszki, otrzymywał od niej krzew róży, otrzymanie tego krzewu poprzedzone było rozmową terapeutycznym po której Wróżka Duszka wybierała odpowiedni, w zależności od dolegliwości krzew róży. Po otrzymaniu takiego krzewu róży, pacjent miał za zadanie zapoznać się z jego warunkami uprawy i pielęgnacji a następnie zasadzić w swoim ogrodzie i dbać o niego. Pacjent mógł otrzymać jeden gatunek róży lub kilka w zależności od ilości dolegliwości. O wyzdrowieniu i jego czasie, świadczyło to jak dany krzew róży zaaklimatyzował się w danym ogrodzie, jak urósł, jakie i ile miał kwiatów. Na pełne uzdrowienie czasami można było czekać i latami, a czasem okazywało się, że uprawa róży była tak wspaniała, że po roku miała wielkość kilkuletniej róży. Oczywiście zdarzało się, że po pewnym czasie pacjenci pojawiali się ponownie i ze spuszczonymi oczami przyznawali, że zaniedbali krzew róży i nic z niego nie wyrosło lub usechł ponieważ nie było odpowiedniego nawadniania rośliny i jej pielęgnacji. Wróżka Duszka z uśmiechem na ustach i grożąc palcem ostrzegała że to się więcej nie może powtórzyć, taki delikwent otrzymywał kolejny krzew róży ale pod jednym warunkiem, że odwiedzi dziesięć osób którym udało się właśnie ten gatunek róży wyhodować i wysłucha ich opowieści o tym jak należy to zrobić. Nie było osoby która by się na to nie zgodziła. Wróżka Duszka „władała” bardzo dużą siłą perswazji. Każdy wychodowany przez Wróżkę Duszkę gatunek róży miał swój certyfikat na którym było napisane: jakie warunki glebowe są potrzebne dla hodowli, w jakim miejscu najlepiej będzie rosła, ile i jak często należy ją podlewać, jakie choroby można nią wyleczyć. Certyfikaty dla róż były nadawane przez „Stowarzyszenie Wróżek”. Nadanie certyfikatu było poprzedzone wieloletnimi badaniami klinicznymi nad ich efektami działania, skutecznością oraz bezpieczeństwem dla zdrowia i życia pacjenta.

Wróżka Duszka mieszkała na skraju wsi, na wzgórzu, jej posiadłość była ogrodzona płotkiem po którym wspinały się a zarazem płożyły wielogatunkowe krzewy róż, we wszystkich kolorach tęczy, a ich zapach był niespotykany i rozprzestrzeniał się na całą wieś, mieszkańcy wsi mówili przybyszom, którzy szukali jej domku, że można do niej trafić przez nos – czyli po zapachu. W zajmującym większość posiadłości ogrodzie różanym, Wróżka Duszka sama wykonywała wszystkie czynności związane z ich uprawą i pielęgnacją, była to ciężka praca ale sprawiała jej dużo przyjemności. Była odskocznią i chwilą zapomnienia od trosk dnia codziennego, pozwalało jej się to wyciszyć, zebrać myśli i naładować akumulatory do pracy. Rozmawiała z różami, słuchała co do niej mówią, jakie mają dla niej wskazówki, przesłania i na tej podstawie tworzyła nowe rozsady, mieszając różne ich odmiany w taki sposób aby uzyskać gatunki nowe, które przyniosą uzdrowienie z chorób związanych z postępem cywilizacyjnym. Wróżka Duszka w swojej pracy coraz częściej miała też doczynienia z osobami których stany chorobowe były niewytłumaczalne przez naukę akademicką. Tak jak by choroby nie mieściły się w żadnych ramach tej nauki, ich pochodzenie było nie do wytłumaczenia a ich przyczyn nie ogarniał umysł. Spędzało jej to sen z powiek, nie potrafiła się z tym pogodzić, że nie stworzyła na te choroby odpowiedniego gatunku róży i na tym właśnie skoncentrowała swoje wysiłki. Badania i krzyżówki nowych gatunków róż utrzymywała w tajemnicy, jej laboratorium skrywało się w najdalszej części ogrodu tam właśnie prowadziła swoje badania. Tam również w zaciszu rosła odmiana róży, która nie miała certyfikatu, otrzymała ją parę lat temu, kiedy była na światowej wystawie kwiatów od „Wróża Maga”, ofiarował jej ten krzew w prezencie, nie mówiąc przy tym zbyt dużo, był bardzo tajemniczy. Powiedział tylko że ma go pielęgnować a kiedy przyjdzie czas umiejętnie ten krzew wykorzystać.

– Ale jak mam go uprawiać i pielęgnować skoro nie ma przy nim żadnej instrukcji – zapytała Wróżka?
– Poczujesz to sercem – odpowiedział „Wróż Mag” i zniknął.

Róża nazywała się „God’s breath” (Tchnienie Boga) było w niej coś magicznego, czego nie można było objąć umysłem a z drugiej strony miała w sobie wielką siłę sprawczą. Krzew w ostatnim okresie bardzo silnie przyspieszył ze swoim wzrostem, pędy stawały się coraz grubsze, liście bardziej mięsiste o kolorze ciemnej butelki a jego kwiaty były tak liczne, że nie można było ich zliczyć a każdy z nich posiadał tysiąc płatków a ten zapach …. po prostu zniewalał. Wróżka uwielbiała przesiadywać w jego zaciszu dawał jej on wyciszenie, relaks i inspirację do pracy. Zauważyła że rozkwit róży jest skorelowany z jej wewnętrznym wzrostem, im bardziej zagłębia się w Sobie tym większego przyrostu dostają pędy „Tchnienia Boga”.
– i co z tego że ma tą siłę – pomyślała wróżka – skoro nie mogę w żaden namacalny sposób tego udowodnić, Jak mam udowodnić jego działanie skoro znajduje się ono poza zrozumieniem umysłu. Jak nie uzyskam dla niego certyfikatu to nie będę mogła go używać do leczenia pacjentów – te myśli spędzały jej sen z powiek.

U Wróżki Duszki od około dwóch lat pojawiała się dziewczyna o imieniu Matylda, Matylda była bardzo złożoną osobowością a jej życie pasmem niekończącego się cierpienia. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się u Wróżki była cieniem kobiety, po dwu letniej pracy nad sobą pod kierunkiem Wróżki, wychodziła wreszcie na prostą, pozbywała się kompleksów, lęków, uczyła się życia od nowa. Matylda w swoim ogródku posiadała już wszystkie gatunki róż i na bieżąco, kiedy tylko pojawiały się nowe, otrzymywała je od Wróżki i wysadzała je do swojego ogródka. Jednak od pewnego czasu, od jakiś dwóch miesięcy w terapii nastąpił kryzys, Matylda nie mogła ruszyć do przodu, coś ją blokowało stanęła przed murem nie do przejścia, wróżka obawiała się że jeżeli Matylda dłużej będzie w tym impasie nastąpi regres i nawrót choroby. Wróżka Duszka bardzo polubiła Matyldę, ceniła ją za zaangażowanie w leczenie i upór w przezwyciężaniu przeciwności losu, z przyjemnością śledziła jej rozwój i to jak z zakompleksionej dziewczyny wyrasta piękna i „charakterna osóbka”, była z niej bardzo dumna aczkolwiek nigdy jej o tym nie powiedziała. Wróżka Duszka po nocy spędzonej na rozważaniach pod krzewem „Tchnienia Boga”, nad porównywaniu dobrych i złych stron, zalet i wad tego co zamierzała zrobić oraz ich konsekwencji, podjęła wreszcie decyzję i na kolejnej wizycie Matyldy poinformowała ją że jest to ich ostatnie spotkanie, terapia jest zakończona a w prezencie Matylda otrzymała sadzonkę „Tchnienia Boga”. Po miesiącu Matylda i Wróżka Duszka spotkały się jeszcze raz, Matylda opowiedziała Wróżce jak „Tchnienie Boga” zmieniło jej dotychczasowe życie. Wróżka Duszka tylko się uśmiechnęła i uściskała mocno Matyldę. Jaki morał z tej bajki?

Nasz umysł jest wspaniałym narzędziem, w który jesteśmy jako gatunek ludzki wyposażeni, jeżeli umiejętnie go wykorzystujemy prowadzi nas przez życie w miarę równą i prostą ścieżką. Wadą jest to, że znamy „go” tylko w niewielkim procencie. I tak jak Matylda, my w różnych okresach swojego życia, stajemy przed murem, który wydaje nam się nie do pokonania. Nie do pokonania z poziomu naszego umysłu, dlatego aby dalej się rozwijać, należy wyjść poza jego ramy, ramy, które nas ograniczają, ograniczają nasz dalszy rozwój i nasz wzrost, jako wielopoziomowej istoty.

Tomasz Wysocki

Niedziela Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota Styczeń Luty Marzec Kwiecień Maj Czerwiec Lipiec Sierpień Wrzesień Październik Listopad Grudzień

Rejestrowanie nowego konta

Masz już konto?
Zaloguj się Lub Resetuj hasło